Chleba naszego powszedniego daj nam na każdy dzień . Aby dobry Bóg mógł spełnić naszą modlitwę musimy po ten chleb sięgnąć. Może komentarze do Pisma Świętego pisane w tym blogu okażą się dla kogoś pomocne. - Jerzy Osieczko
„Czy kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu i nie zlitować się nad dziecięciem swojego łona? A choćby nawet one zapomniały, jednak Ja ciebie nie zapomnę. Oto na moich dłoniach wyrysowałem cię, twoje mury stoją mi zawsze przed oczyma.”
„Maksymilian miał niecałą dobę, jak przyjechał erką na oddział patologii noworodków WSzS. Był wyziębiony i głodny. Wcześniej anonimowy rozmówca zadzwonił na policyjny telefon zaufania i poinformował, że w pobliżu jednej z częstochowskich przychodni na schodach leży noworodek. Dziecko było opatulone w za duży kombinezon. Miało nie odciętą pępowinę. Policja do dziś nie ustaliła tożsamości jego matki”. Takich przypadków jak ten cytowany za Stowarzyszeniem „Nasz Bocian” jest wiele. Dzieci znajdowane są przed szpitalami, sklepami, szkołami, z nadzieją, że trafią w dobre ręce. Przypomina mi się historia z Mojżeszem, z tym, że matka Mojżesza nie miała innego wyjścia, natomiast zadaję sobie pytanie -czy porzucanie dzieci to jedyne możliwe rozwiązanie dla ich niedojrzałych matek?
Bóg przez proroka Izajasza mówi: Ja nie jestem jak owe kobiety, Ja ciebie nie zapomnę! Do kogo skierowana jest ta obietnica? Z pewnością do narodu Izraelskiego, a w szczególności do mieszkańców Jerozolimy, do których objawia szczególną miłość. Bóg na swych dłoniach wyrysował mury tego miasta, aby zawsze mieć je przed oczyma. Dlaczego? Ponieważ sytuacja polityczna Judy w czasach posługi Izajasza stawała się coraz gorsza i ostatecznie skończyła się najazdem króla Sancheryba na Jerozolimę w roku 701 p.n.e. Izajasz prorokował o tych czasach i nawet swego syna nazwał Szear-Jaszub ( "Reszta powróci") wiedząc, że z niewoli wrócą tylko nieliczni. Jednak Bóg patrzył dalej iw swojej miłości zaplanował odnowienie swego narodu do dawnej świetności. „Gdyż twoje gruzy i zniszczenia, i twoja spustoszona ziemia będzie teraz za ciasna dla tych, którzy mają na niej mieszkać, a daleko będą ci, którzy cię pochłaniają.”(Iz. 49,19)
Czy ta obietnica może również dotyczyć mnie? Mam cichą nadzieję, że tak! Wszak w Chrystusie nieważne jest czy ktoś jest Żydem, Grekiem czy Polakiem. Za każdego umarł Chrystus, gdyż Bóg objął swoją miłością każdego. Jezus powiedział kiedyś do swoich uczniów: „Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane(Łk. 10,20). Jeżeli imię moje jest zapisane w niebie to Bóg je zna na pewno i tylko moim śmiałym, niepoprawnym marzeniem jest wierzyć, że podobnie jak Jerozolimę, Bóg umieścił na swej dłoni także moje imię! Dlaczego tak wierzę? Ponieważ nie ma większej miłości ponad tę, którą Bóg objawił do mnie i do Ciebie i nie będę się głowić nad tym, jak na dłoni Boga mogą pomieścić się wszystkie imiona!
Wobec tego wiarą chcę odebrać wszystkie słowa obietnicy zawarte w tekście Izajasza dla mojego życia! Co prawda nie dostrzegam ruin w moim życiu, ale zawsze jakaś rysa się znajdzie! Jednak w Bogu wszystko się cudownie zmienia! „Budowniczowie odbudowują zniszczenia”, „powracają zabrane dzieci”, wszystko zostaje pięknie odnowione tak, iż pojawia się zdumienie - jak to się stało, że tak wiele się zmieniło? To musiałeś być Ty! Dzięki Ci Panie, że karzesz, ale i przebaczasz, podnosisz i leczysz, odnawiasz i błogosławisz. Tobie ufam i w Tobie mam nadzieję! Amen!.
„I rzekł Pan do Mojżesza: Wstąp do mnie na gorę i sostań tam, a dam ci tablice kamienne, zakon i przykazania, które napisałem, aby ich pouczyć”.
Znowu bezpowrotnie utraciłem dane w komputerze – a żeby było dziwnie – tylko lub aż - z ostatniego roku i ze wszystkich programów! Nawet informatycy nie wiedzą jak dane, które były zapisane na innym dysku niż ten formatowany, również zostały wyczyszczone! Nie dość, że przepadł mi efekt wielu godzin pracy, to wiele dokumentów muszę na nowo odtwarzać!
Pewnego razu Mojżeszowi przytrafił się taki „format dysku”, kiedy schodził z Bożej góry Horeb niosąc dwie kamienne tablice przymierza z Bogiem. Na widok ludu, którego ogarnęło jakieś szaleństwo - gdyż zaczęli oddawać cześć złotemu cielcowi - Mojżesz upuścił owe tablice tracąc je bezpowrotnie. Może gdyby miał dobrą zaprawę klejącą, np. Atlas, próbowałby sklejać kawałki tablic, jednak Mojżesz był tak zdenerwowany, że po prostu wyrzucił tablice, celowo je tłukąc.
W oczach współczesnych historyków głębokiej starożytności Mojżesz może uchodzić za człowieka, który dopuścił się największej profanacji niszcząc najcenniejszą relikwię – kamienne tablice z tekstem przymierza pisane nie ręką faraona, ale samego Boga! Okazuje się, że Bóg bolał w swoim sercu nie tyle nad stłuczonymi tablicami, co odstępstwem umiłowanego narodu. W momencie, kiedy lud odwrócił się od Tego, który wyprowadził ich z niewoli Egiptu, wypisane ręką Pana przymierze straciło swoje znaczenie – stało się nieprzydatną pamiątką niezwykłego Bożego planu dla wybranego narodu. Chociaż nie zawsze to rozumiemy, tak jest i dzisiaj – na Panu Bogu nie robią wielkiego wrażenia relikwie, nawet gdyby należały do osób, które blisko chodziły z Bogiem - On przejmuje się wyłącznie stanem naszego serca!
Na szczęście Mojżesz odzyskał „swoje” tablice – może nie całkiem odzyskał, ponieważ musiał sam je wyciosać – i choć Bóg zapowiedział, że wypisze na nich te same słowa, które były na poprzednich – ostatecznie Mojżesz sam musiał wyryć na nich Słowa Pana. Robił to przez 40 dni, ale i tak jestem pełen podziwu, że potrafił je wszystkie wypisać !Oczywiście znacznie ważniejsze od samych słów, które Mojżesz „odzyskał” było uzyskanie Bożego przebaczenia dla ludu i odnowienie przymierza.
Tak wiele otrzymuję od Boga, a tak niewiele mnie to kosztuje! – mówi mi Arek, którego odwiedzam w więzieniu. Na ostatniej komisji rozpatrywali jednocześnie 5 jego wniosków: zmiana kategorii, wystąpienie o warunkowe zwolnienie, wyjście na miting A-A, pięciodniowa przepustka i wizyta w kościele zielonoświątkowym. Wszystkie wnioski rozpatrzono pozytywnie! Takiego przypadku – mówił dyrektor więzienia - jeszcze nie pamiętam! Ale czy tak zawsze będzie? Wszystko mamy z łaski, ale czy nie powinniśmy ponieść pewnych kosztów, wyrzeczeń lub starań, aby plan boży dla naszego życia zaczął się wypełniać?
Sądzę, że ponownie schodząc z góry Mojżesz bardzo uważał na drugie tablice, które z niemałym trudem wyrzeźbił. Cenimy rzeczy, które nas kosztują - zatem wysoko ceńmy sobie Bożą przychylność dla naszego życia!
A teraz zagadka dla Was kochani – jak sądzicie – ile było tekstu na kamiennych tablicach Mojżesza?
Przeto, nie
mogąc tego dłużej znieść, postanowiliśmy pozostać sami w Atenach, i wysłaliśmy
Tymoteusza, brata naszego i współpracownika Bożego w zwiastowaniu ewangelii
Chrystusowej, aby was utwierdził w waszej wierze i dodał wam otuchy.”
Czy to możliwe żeby tak tęsknić,
tak się przejmować, że sen w nocy odchodzi a serce wypełnia modlitwa? Nie za
umiłowaną przecież, ani za dalszą rodziną – po prostu za obcymi ludźmi. Obcymi,
ale jednak bliskimi: „Zaiste, wy jesteście
chwałą naszą i radością” – pisze Ap. Paweł do wiernych ze zboru w
Tesalonikach. Jak silne musiały pojawić się więzi łączące Ap. Pawła i nowych
jego znajomych skoro Apostoł nie może zaznać spokoju duszy nie mając żadnych
informacji o dalszych losach nowej wspólnoty. Wspaniałe zabytki Akropolu w
Atenach jakoś nie przykuły uwagi Ap. Pawła, który chodząc po ateńskich ulicach
myślami ciągle był wśród nowych przyjaciół w Tesalonikach a w jego sercu było
coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Czy ewangelia, którą im zwiastował nie
uległa zniekształceniu? Czy wytrwają w trudnych okolicznościach sprzeciwu i
prześladowań ze strony ortodoksyjnych Żydów? Czy będzie pośród nich ten sam
Duch Święty, który objawiał się w mocy podczas jego wizyty? Nic trudniejszego w
takich momentach niż brak wiadomości. Pozostaje oczekiwanie z modlitwą, którą
Paweł z towarzyszami zanoszą gorliwie we dnie i w nocy i czekanie na powrót
Tymoteusza, którego wysłali do Tesalonik własnie po to, aby dowiedział się
więcej o ich wierze i miłości.
Czy dzisiaj istnieją tak silne więzi między wiernymi?, między
wiernymi a ich pasterzami? Co musi się wydarzyć, aby one zostały nawiązane?
Wydaje mi się, że poznałem to uczucie, które nawiedzało Ap. Pawła. Przypominam sobie, że pojawiało się
ono szczególnie w sytuacjach, kiedy wskutek naszego rozważania Pisma Świętego grupie
młodych ludzi i działaniu Ducha Świętego, w bólach rodziły się dzieci dla
Królestwa Bożego. Ileż to było wspólnych rozmów, modlitw i wspólnie przeżywanej
radości, kiedy odnajdywaliśmy dla naszego życia kolejne perełki ewangelii,
kiedy modliliśmy się o nich, aby pokonali przeciwności i trudności, których nie
skąpił przeciwnik! Kiedy rodzi się nowe życie dla Boga, wszystko może się
zdarzyć – jest ono piękne, ale delikatne i łatwo może być złamane, zduszone. Ku
naszej radości widzieliśmy jednak, że przeciwności zamiast ich zniechęcać –
jeszcze większą powodowały gorliwość!
Kiedy w kościele zamiera życie duchowe, wkracza ludzka
mądrość, pojawiają się stronnictwa a życie towarzyskie wiernych obraca się
wokół płytkich, codziennych atrakcji i news- ów telewizyjnych.
Ap. Paweł do umiłowanych Tesaloniczan pisze: „Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy
nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was
zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie”.Myśl moja jest taka: Jeśli chcesz mieć dobre relacje w kościele,
przestań ciągle pouczać innych – nie bądź tylko chodzącą encyklopedią mądrości
- stań się ojcem lub matką dla innych i oglądaj jak nowe serce w Chrystusie jest
również w twoim sercu!
„Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa,
Ale my oczekujemy, według obietnicy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość”.
Charakterystyczne nawoływania żurawi zbudziły mnie wcześnie rano wprowadzając jednocześnie w nastrój jesiennej nostalgii. Gdzie jest ich prawdziwa ojczyzna – Polska czy inne cieplejsze kraje do których lecą? Myślę, jednak, że tu jest ich prawdziwe miejsce ponieważ odlatując zostawiajągniazda, na których wykluły się ich młode, które dorastając uczyły latać,aż stały się samodzielne, zdolne do długiego lotu. Przed nimi długa i ciężka droga. Bywa, że niektóre ptaki ze zmęczenia nie dolecą, a inne z powody niedyspozycji musiały zostać - co ich czeka?
Ludzie – jak ptaki również migrują. Jedną z najmniej spodziewanych ostatnio jest migracja Polaków z…USA. Grzegorz Sokół pisze z Nowego Yorku dla GW, iż obecnie możemy mówić o fali powrotów Polaków którzy wyjechali do nowej ojczyzny w latach 80-tych. Samolot z Polski leci w połowie pusty, do Polski pełny. W tym roku sprzedaż biletów do Polski w jedną stronę wzrosła o jedną trzecią. To, że ludzie wyjeżdżają z USA, widać też po liczbie i zawartości przesyłek - mówi Tomasz Rutkowski z firmy wysyłkowej Polamer. Wiele polonijnych biznesów narzeka na spadek obrotów, a nawet bankrutuje, ale w biurze Polameru przy głównej arterii Greenpointu - Manhattan Avenue - panuje ruch. Podobnie w innych agencjach. - Wysyłek mienia mamy co najmniej dwa razy tyle, co rok temu. W czerwcu zabrakło miejsc na statkach i kontenerów, musieliśmy tworzyć listy oczekujących - opowiada Małgorzata Chrzanowski z firmy Doma.
Kiedyś czarnoskórzy niewolnicy pracujący na uprawach bawełny w południowych stanach Ameryki śpiewali taką pieśń:
„Wciąż tułam się po obcym kraju
po świecie w którym rządzi zło
Lecz idę tam, gdzie łez już nie będzie
Nie będzie bólu zniknie strach
Do domu chcę, do domu ojca…
Śpiewając tę i inne pieśni, które później dały początek muzyce gospel, zapominali choćby na chwilę o ciężkiej pracy i wyrażali prawdziwą tęsknotę powrotu do domu Wszechmocnego Ojca, do prawdziwej wiecznej wolności. Świat do którego zmierzali był nie tylko celem ich wiary ale prawdziwym wybawieniem od życia pełnego bólu i łez.
Czy dzisiaj tęsknimy na niebem tak samo jak oni?
Chrześcijanin, który wjeżdża nowym nabytkiem – Audi A6, o którym producent mówi, że jest źródłem nieustającej fascynacji, przez bramę na pilota na swoje podwórko domu z pięcioma sypialniami, trzema łazienkami i potężnym salonem, włącza 32- calowy telewizor plazmowy Sony HD i sprawdza pocztę na notebook’u Asuso 4 GB pamięci RAM i 500GB pamięci na dysku twardym, siedząc wygodnie na skórzanej sofie rozmawiając przez iPhona 3G, zastanwia się: Boże, czy w niebie masz coś z tego co mam tutaj?
Jakoś mało dzisiaj słyszę w rozmowach chrześcijan o tęsknocie za niebem. Większość rozmów dotyczy pieniędzy, polityki albo różnych nowinek technicznych. Czy nie będzie się nam ciężko rozstać doczesnością? Czy nie na próżno Pan Jezus powiedział: ”Gdzie jest skarb twój- tam będzie i serce twoje?”
Jedno jest pewne – prędzej czy później – czas odlotu nastąpi, oby do tej wymarzonej ojczyzny!
„ Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej postępowaniu, abyś zmądrzał. Albowiem Królestwo Niebios podobne jest do pewnego gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem najmować robotników do swej winnicy”.
Minęła pora, w której nasz sad był pięknie przystrojony tysiącami małych białych kwiatuszków na wiśniach, jabłoniach, brzoskwiniach i bzach. Nic nie zastąpi uroku majowych wieczorów wśród pachnących drzew, chociaż ciągłe deszcze sprawiły, że w tym roku częściej patrzyłem na sad przez zapłakaną szybę.
Lato przyszło jakoś szybko i po okresie cieszenia się kwieciem zauważyłem, że na drzewach, i krzewach są już nawiązane owoce. Niestety, posiane warzywa nie powschodziły, więc musiałem jeszcze raz posiać marchewkę, pietruszkę i.t.p. i dopiero teraz tu i ówdzie coś wychodzi z ziemi. Jeżeli ślimaki młodych warzywek nie zjedzą, to może zdążą jeszcze do zimy urosnąć.
Zakwitły za to róże i to intensywnie, więc zrobiło się czerwono przed domem. Lubię je, ponieważ choć kłują to są takie arystokratyczne. Pelargonie pnące na balkonie również nie pozostają w tyle i często podlewane przez moją żonę odwdzięczają się ładnymi, choć nietrwałymi czerwonymi kwiatuszkami.
Tak więc każda pora roku ma swoje piękno, które nie zawsze dostrzegamy. Aby je oglądać najpierw musimy wykonać sporo pracy. Podziwiam mrówki, o których wspomina Salomon jak bardzo są pracowite i zorganizowane. Kiedy przypadkowo odkryłem pod deską ich gniazdo z nowymi jajeczkami to ku mojemu zdumieniu dosłownie w ciągu 5 minut były one w stanie przenieść wszystkie jajeczka w nowe bezpieczne miejsce. Każda mrówka niosła jedno jajo – ale w jakim tempie! Naprawdę Salomon wiedział co pisze! Niektóre mrówki urządzają sobie wycieczki po naszym winogronie poszukując przysmaków po mszycach. Trudno mi było nadążyć za jedną z nich z aparatem, ale udało się i na zdjęciu możecie ją zobaczyć. Pozostałe zdjęcia możecie zobaczyć w albumie „Nasz ogród” (drugi blog).
Myślicie, że zamiast pracować, robię sobie zdjęcia w ogrodzie! Tak dobrze nie jest, gdyż zawsze jest coś do zrobienia, ale coraz częściej marzy mi się chwila, kiedy mogę wyciągnąć moje kości na kanapie w pozycji horyzontalnej, czując, że czasy kiedy mogłem cały dzionek pracować jak mrówka niestety minęły.
No i myśl zasadnicza – ludzie to wielki ogród Pana Boga, Jego winnica, za którą poświęcił swoje życie. Ciągle jest w niej wiele pracy a robotników mało. Jest wiele serc, które czekają na ewangelię. Jest wiele potrzeb, które może zaspokoić jedynie Bóg. Nie miej kompleksów, że nie jesteś mrówką – Pan Ciebie potrzebuje takim jakim jesteś, a więc bądź gotowy!
„Po tych słowach splunął na ziemię i ze śliny uczynił błoto, i to błoto nałożył na oczy ślepego. I rzekł do niego: Idź i obmyj się w sadzawce Syloe (to znaczy Posłany). Odszedł tedy i obmył się, i wrócił z odzyskanym wzrokiem”.
We czwartek po raz kolejny wzruszałem się oglądając Jerzego Binczyckiego w filmie Jerzego Hoffmana „Znachor”, który wcielił się w rolę Antoniego Kosiby -wiejskiego znachora (jak się okazało profesora medycyny – Wilczura). Oprócz pięknego wątku miłosnego, który jest spoiwem filmu, w sporze pomiędzy lekarzem reprezentującym medycynę klasyczną a owym znachorem pada ważne przesłanie: „dobro pacjenta jest dobrem najwyższym”.
Nie sądziłem, że po 70 latach od napisania przez Tadeusza Dołęgę-Mostowicza powieści „Znachor” nadal musimy dokonywać podobnych wyborów. Doktor Krzysztof Lenart, chirurg ortopeda, kilka miesięcy temu zastosował bardzo nietypową metodę leczenia. Pacjentowi, który trafił do kolbuszowskiego szpitala (k. Rzeszowa) z niegojącą się zmiażdżoną stopą, zalecił użycie pijawek. Według Lenarta istniała groźba amputacji stopy, dlatego lekarz zdecydował się na tę niekonwencjonalną i kontrowersyjną terapię, czyli leczenie pijawkami. Pacjent musiał kupić pijawki za własne pieniądze, kosztowało go to 4 tys. zł. Gdy sprawa wyszła na jaw, dyrektor szpitala i ordynator oddziału chirurgii zarzucili lekarzowi, że decyzję o tym niestandardowym leczeniu podjął bez konsultacji, na dodatek złamał reżim sanitarny szpitala. Negatywnie oceniono również to, że pacjent w czasie pobytu w szpitalu płacił za leczenie. Dyrektor zastanawiał się nawet nad poinformowaniem o całej sprawie prokuratury. Ostatecznie jednak uznał, że nie będzie stosował kar wobec lekarza. Powiadomił o całym zdarzeniu komisję etyki w Okręgowej Izbie Lekarskiej. W tym tygodniu Lenart dowiedział się, że nie będzie już pracował na oddziale chirurgicznym tylko w poradni chirurgicznej. - Odsunięcie chirurga od możliwości operowania to koniec dla niego – pisze Anna Gorczyca w GW.
Słuchałem wypowiedź wyleczonego pacjenta, który wdzięczny był lekarzowi, że uratował mu nogę. Sytuacja do bólu przypomina mi kwestię ze „Znachora”. Wygląda na to, że lepiej jest aby pacjent stracił stopę, ale przy tym zachowany był reżim sanitarny, niż uratować nogę człowiekowi przy pomocy pijawek.
Nie zamieszczam zdjęcia pijawki, ponieważ nie jest to ładne zwierzątko, ale ma tę niezwykłą cechę, że wysysa „zepsutą krew”. Dawniej, powszechnie stosowane w silnych obrzękach, stanach ropnych. Choć istnieje ryzyko zakażenia bakterią, nigdy nie słyszałem, żeby pijawka nie pomogła. Zresztą - obecnie istnieją specjalne hodowle pijawek w sterylnych warunkach, a leczenie przy ich pomocy ma swoją nazwę – hirudoterapia. Sama nazwa hirudoterapia pochodzi od łacińskiej nazwy - hirudo, czyli pijawka. Do hirudoterapii mogą być wykorzystywane tylko pijawki należące do gatunku hirudo medicinalis stanowiącego nie więcej niż 0,3% populacji wszystkich gatunków pijawek.
Czy zatem leczenie przy pomocy pijawek powinno być zabronione?
W przykładzie uzdrowienia ślepego, Pan Jezus użył błota z całą pewnością nie zachował przy tym żadnych standardów sanitarnych, ale za to stała się rzecz najpiękniejsza – człowiek po raz pierwszy w życiu zobaczył niebo i swego uzdrowiciela – Syna Bożego.
Dlaczego faryzeusze, odpowiedzialni za nauczanie zakonu nie potrafili leczyć „duchowego patrzenia” swego ludu? – ponieważ w ocenie Jezusa – sami nosili „belki” w swoich oczach. Stąd pojawia się drugie dzisiaj pytanie: co jest ważniejsze – czystość doktryny biblijnej czy duchowe uleczenie człowieka, przywrócenie mu wiary, nadziei – odnowienie jego życia?
„A nad sklepieniem, nad ich głowami, było coś z wyglądu jakby kamień szafirowy w kształcie tronu; a nad tym, co wyglądało na tron, u góry nad nim było coś z wyglądu podobnego do człowieka. A wyżej ponad tym, co wyglądało na jego biodra, widziałem jakby błysk polerowanego kruszcu, z wyglądu jak ogień wewnątrz niego, a w dół od tego, co wyglądało na jego biodra, widziałem coś, co wyglądało na ogień i wokoło niego blask. Jak wygląda tęcza, która pojawia się na obłoku, gdy pada deszcz”.
Mimo, że rozpytuję o Twoje imię,
pozostaje ono tajemnicą.
Jesteś ukryty w świetle,
do którego żaden człowiek nie ma dostępu.
Tego, kim jesteś, nie sposób dociec ani wyrazić,
gdyż chwały Twej nie da się opisać.
A mimo to prorocy i psalmiści,
apostołowie i święci dają mi nadzieję,
że mogę w jakimś stopniu poznać Ciebie.
Modlę się, abyś cokolwiek uznasz za stosowne,
raczył mi objawić i dopomógł mi odszukać skarb
cenniejszy od rubinów lub czystego złota,
gdyż z Tobą będę żył, gdy znikną gwiazdy zmierzchu
i oddalą się niebiosa:
wtedy tylko Ty pozostaniesz. Amen
A.W. Tozer
Jaką postać ma Bóg? Gdy próbujemy przedstawić sobie jaki On jest, z konieczności myślimy o tym „czym Bóg nie jest”. Cokolwiek wyobrażamy sobie jako Boga, nie jest Nim, gdyż budujemy nasze wyobrażenie z tego co Bóg stworzył, a to co stworzył Bóg nie jest samym Bogiem.
Dlatego opisując swoją wizję chwały Pana Ezechiel próbuje porównać to co widział do tego co było mu znane. Podobny opis Boga na tronie kreśli Jan w Apokalipsie: „A oto tron stał w niebie, na tronie zaś siedział ktoś; A z tronu wychodziły błyskawice i głosy, i grzmoty; przed tronem zaś płonęło siedem ognistych pochodni. Przed tronem także jakby morze szkliste podobne do kryształu; a w pośrodku, wokoło tronu cztery postacie pełne oczu z przodu i z tyłu”.
A jednak Bóg dał się poznać! Poprzez dzieło stworzenia, swojego syna Jezusa Chrystusa i Słowo Boże objawia swoje atrybuty. Bóg nie może nam powiedzieć dokładnie jaki jest, ale Jego przymioty, oraz Jego dzieła świadczą o Nim. Miłość np. nie jest czymś, co Bóg może, rozpalić lub wygasić. Jego miłość jest sposobem w jaki istnieje. Bóg kochając jest po prostu sobą. Podobnie rzecz ma się z pozostałymi atrybutami.
Czy poznałeś Boga? Czy wiesz, że doskonały i niepojęty Bóg pragnie objawić się w Twoim życiu?
„Nic nie jest tak łatwe jak myślenie, nic nie jest tak trudne jak poprawnemyślenie”.
„A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie; taki bowiem jest zakon i prorocy”.
Rzecz działa się ponoć w Ameryce. Pewien piekarz kupował masło od znajomego farmera. Pewnego razu powiedział: płacę tyle samo a mam wrażenie, że dajesz mi coraz mniej masła. Na to farmer: nie może być! Codziennie odmierzam masło twoim jednofuntowym bochenkiem chleba!
Po tej historii Watsona Sidneya z San Antonio w USA, którego słuchaliśmy na konferencji dla rodzin pastorskich uśmialiśmy się, zdając sobie sprawę jednocześnie, że poruszany jest ważny temat uczciwości i prawości w życiu osobistym i w posłudze dla innych. Odbierałem to nauczanie jako Bożą kontynuację poselstwa, które słuchałem i wspomniałem o nim w poprzednim poście.
Nie możemy głosić o rzeczach, których nie doświadczamy sami! Nie możemy wymagać od innych norm, których nie przestrzegamy sami. Mamy być czytelnym świadectwem we wszystkim, czego chcielibyśmy widzieć u innych! Jaki przywódca (pastor, ksiądz) taki jest jego kościół! – nauczał Sidney.
Czytając w wolnych chwilach historię Krasnobrodu (25 km od Zamościa) – miasteczka, w którym byliśmy, odkryłem ważne uzasadnienie tej biblijnej prawdy. Miasteczko otoczone pięknym sosnowym lasem. Nazwa Krasnobród wywodzi się od dwu członów: „krasno" - w znaczeniu piękno, uroda oraz „bród" - płytkie miejsce w rzece, przez które można przejść lub przejechać. Historia miasteczka jest zawiła. W 1595 roku właściciele Krasnobrodu - Leszczyńscy przechodzą na kalwinizm. W końcu XVI i na początku XVII wieku Krasnobród był jedną ze znaczniejszych miejscowości. Świadczy o tym zorganizowanie tutaj w 1595r, i 1638, 1642, 1647 synodów kalwińskich, na bazie istnienia zboru tego wyznania. Trwający około 100 lat rozwój kalwinizmu w Krasnobrodzie był zarazem okresem największego rozwoju miasta. Zasługą kalwinów było zorganizowanie i prowadzenie szkoły, która stała się jednym z bardziej znanych zakładów oświatowych w Małopolsce.
Jak myślicie – co było dalej? Dnia 5 sierpnia 1640 roku w borze pod Krasnobrodem (jak podaje się w historii miasteczka) mieszkańcowi wsi Szarowola, Jakubowi Ruszczykowi objawia się Matka Boska w trosce o „prawdziwy, nieskażony błędami” kult Jej syna. W miejscu objawienia Jakub z wdzięczności stawia figurę i rodzi się kult Matki Bożej w Krasnobrodzie. Po roku 1647 Krasnobród nabywa katolicka rodzina Zamoyskich, w związku z czym upada zbór kalwiński, który zamieniono na kościół katolicki.
W 1648 roku Kozacy Bohdana Chmielnickiego i Tatarzy Tuhajbeja podeszli pod Zamość niszcząc, rabując i paląc okoliczne miejscowości. Wśród wielu z nich, które w tym czasie uległy zniszczeniu znalazł się i Krasnobród. W drugiej połowie XVII w. na Krasnobród kilkakrotnie najeżdżali Tatarzy niszcząc go bardzo. W wyniku pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. Krasnobród wszedł w skład zaboru austriackiego. Były to czasy wpływające bardzo ujemnie na gospodarkę Krasnobrodu i poziom życia jego mieszkańców. W 1859 r. Krasnobród przeżył wielki nalot szarańczy, który całkowicie zniszczył okoliczne uprawy.
Nie jestem za tym, żeby o moim wyznaniu wiary decydował świecki władca. Ocena historii nie należy do łatwych, ale w przypadku tego miasteczka widać, że Boże błogosławieństwo przychodziło do ludzi wraz z głoszeniem ewangelii zbawienia przez łaskę w Jezusie Chrystusie. Kierujmy się zatem ową prawością, która z poznania Boga wypływa.
„Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka”.
Poruszyło mnie przemówienie prezydenta Izraela Szimona Peresa w polskim senacie z okazji 65 rocznicy powstania w warszawskim getcie. Mimo, iż doświadczony osobistą tragedią utraty bliskich w czasie okupacji oraz wieloma wojnami jakie musiał toczyć Izrael, w jego słowach ciągle przebijajedno pragnienie – Szalom! Pokój dla pokoju! Mam przekonanie, że oprócz kapituły nagrody Nobla umiłowanie pokoju i działanie na rzecz pokoju dostrzegł w nim sam Wszechmogący – więcej jest jego cichym „autorem i sprawcą”, o którym na zakończenie przemówienia Peres powiedział: „ Jesteśmy obowiązani dziękować temu, który wykonał dla ojców naszych, dla nas wszystkie te cuda, on wywiódł nas z niewoli do wolności, z utrapienia do radości, z żałoby do dni świątecznych. Niech Bóg błogosławi nas wszystkich”. Jeżeli wszystkie tragiczne wydarzenia związane z narodem żydowskim nie zabiły w tym niezwykłym człowieku wiary w Boże prowadzenie – to w tym musi być Bóg!
Jeszcze jeden cytat z przemówienia: „Zanim motylowi wyrosną skrzydła, odczuwa on ‘ból pleców’. W Polsce można czuć ten ‘ból pleców’, ponieważ skrzydła zaczynają wyrastać. I za pomocą tych skrzydeł będzie mogła się wznieść na wyżyny i odległości, dotrzeć daleko”.
Wiem o czym mówił prezydent Izraela – nie wiem, czy jest taki drugi naród, który odradzałby swoją państwowość w takich bólach!
Ta myśl ma dla mnie jeszcze jedno - kapitalne duchowe znaczenie! Apostoł Paweł pisze: ”Jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe!”. Chrześcijanin, który przeżywa duchowe odrodzenie podobny jest właśnie do takiego motyla, który wzbija się do pierwszego lotu. Niestety oprócz niesłychanej radości przeżywa trudne doświadczenia z tym związane. Jest to cena owego „wykluwania” się nowej duchowej rzeczywistości – Bożego charakteru w nas. Jeżeli przestraszylibyśmy się tych „bólów” i przestalibyśmy wzrastać w Chrystusie, nigdy nie doświadczylibyśmy piękna nowego życia z Bogiem. Jeżeli więc, czujemy przynaglenie od Ducha Świętego, aby uczynić ważny krok w stronę Boga, to nie bójmy się! – naszym przeznaczeniem jest pokój – pokój z Bogiem! – Szalom!
„I rzekł do mnie anioł, który rozmawiał ze mną: Wołaj i mów: Tak mówi Pan Zastępów: Żywię żarliwą miłość do Jeruzalemu i do Syjonu”.
Nasza obawa przed wężami i pająkami, która często przeradza się w fobię jest wrodzona – twierdza amerykańscy psychologowie. Instynktowny strach pomaga uniknąć niebezpieczeństwa, ale często „strach ma wielkie oczy” – boimy się rzeczy które nam nie zagrażają – dlaczego?
Raz w roku w Wielką Sobotę przed poznańskim kościołem Najświętszej Krwi Pana Jezusa ustawia się długa kolejka po…cudowną wodę. Mniej cudowne – jak mi się wydaje – jest przesłanie związane z wodą z tej studni. Z zebranych przez Wiolettę Szostak z GW opowieści wynika, że w XIV w. kobieta przepłacona przez Żydów ukradła dla nich hostię. W piwnicach tego domu, bo to był kiedyś dom, Żydzi kłuli hostię i zaczęła krwawić. Gdy zobaczyli, że to naprawdę Ciało Boże, utopili je w tej studni. I woda zabarwiła się krwią. Inni znają nieco inne wersje, ale w każdej pojawiają się Żydzi, hostia i krew. Nad podziemiami w kościele na sklepieniu jest cykl malowideł - np. nad ołtarzem widać brodatych mężczyzn, którzy pochylają się nad hostią, jeden unosi rękę z nożem. Przewodniki opisują, co przedstawiają polichromie – pojawia się motyw o Żydach, itd. Polichromie wykonał ceniony malarz, franciszkanin Adam Swach ok. 1735 roku, niedawno je odnowiono.
O dziejach tej legendy pisze Hanna Węgrzynek: „Nie istnieją źródła z tamtego roku potwierdzające i opisujące takie oskarżenie. Liczne zapisy w księgach miejskich świadczą o prowadzeniu w 1399 r. przez Żydów poznańskich aktywnej działalności i nie wskazują, żeby w mieście miały miejsce jakieś nadzwyczajne wydarzenia z ich udziałem”. Podobnie historyk Jacek Wiesiołowski: „Do Poznania tę opowieść przywieźli karmelici. To był wątek obiegowy, znali go z przekazów, przenieśli w poznańskie realia. Poznańska legenda o profanacji hostii jest kopią mitów i oszczerczych oskarżeń wobec Żydów o zbrodnie przeciw wierze katolickiej, które wędrowały przez średniowieczną Europę. W podobnych wersjach krążyła wcześniej w Paryżu, Norymberdze i innych miastach Niemiec, Austrii, Włoch. Oskarżenia skutkowały tam napaściami na gminy żydowskie, krwawymi tumultami, egzekucjami”.
Dlaczego tak łatwo jesteśmy jesteśmy stanie uwierzyć w ludzkie wymysły? Prawdopodobnie dlatego, że takie opowieści wpisują się w nasze uprzedzenia i lęki. Opowiadanie o wściekłych Żydach z Poznania z jednej strony usprawiedliwia nasz antysemityzm a z drugiej nadal podsyca nienawiść i strach przed Żydami. Ponadto wiarygodności legendy dodaje budynek kościoła i starania jego opiekunów, aby legenda nie poszła w zapomnienie.
Niedawno w mediach przetoczyła się dyskusja na temat książki J.T. Grossa „Strach”. Jej odpryski to nieustające antysemickie pogadanki J.R. Nowaka, na którego póki co nie ma mocnych. Punktem zapalnym pogromu Żydów w Kielcach była pogłoska, że Żydzi porywają dzieci na macę do obrzędu ofiarniczego. W Poznaniu Żydzi kłują hostię, po sześciu wiekach w Kielcach porywają dzieci, mija kolejny wiek – co zrobią Żydzi jutro? Strach, w co człowiek potrafi uwierzyć!